poniedziałek, 23 stycznia 2017

Rozdział IX-Bobo i Steve

Rozdział IX-Bobo i Steve

Harry i Draco obudzili się wcześnie rano i nagle Harry wpadł na jakże cudowny pomysł;
-Mamy tyle forsy, to kupmy psa!-Ryknął i Draco spadł z łóżka.
-C-co?-Zapytał Draco
-Kupmy psa, no!-Powtórzył Harry.
-Dobra!-Zgodził się Draco i pobiegli zapytać Lucjusza o zgodę. Ten jeszcze spał, więc szturchnęli go jego różdżką.
-O co cho..-Zapytał zaspany Lucek.
-Możemy kupić pieska?-Zapiszczał Draco
-Taa...-Powiedział obojętnie Lucjusz i przekręcił się na bok, po chwili już chrapał.

Harry i Draco pobiegli do mugolskiego schroniska. Kiedy weszli, zastali  za kasą znudzonego kolesia z plakietką "Steve".
-Ja ide go zagadać, a ty szukaj małego pieska.-Powiedział Draco.
Draco podszedł do lady a Harry przechodził się po schronisku wypatrując idealnego pieska.
-W czym mogę służyć?-Zapytał znudzony sprzedawca. Draco oparł się o ladę i powiedział:
-Siema... Steve, tak?-Kasjer nie odpowiedział-Ja jestem Draco, a tamten to Harry.-Kiwnął głową w stronę Harrego.-Co tam u ciebie, Stefanie?
-Albo kupujecie, albo wypad.-Powiedział krótko Steve.
-O, takie zachowanie nie przyswoi ci przyjaciół. Szukamy małego psa, pomożesz nam?
-Nie-Powiedział sucho Steve
-...Takiego za parę galeonów... UPS... Ty jesteś mugolem... Harry, jakie są mugolskie pieniądze?
-Funty chyba!-Zawołał Harry.
-Nie jestem mugolem...-Powiedział nagle zdenerwowany Steve.
-To czemu tu pracujesz?-Zapytał Draco.
-MAM! DRACO! MAM!-Krzyknął Harry a Draco podbiegł natychmiastowo. Obaj zapiszczeli na widok małego kremowego chichuachua z wielkimi gałami, zezem i wywalonym językiem. Wszystko to nadawało mu uroczy wygląd.
Harry bez zaproszenia wyjął go z klatki a ten szczeknął piskliwym głosikiem, zanieśli go do Steva.
-O, o! Kupmy mu uniform policjanta i obrożę co się na niej pisze imię!-Zaproponował Draco.
-O, No! I smycz, a wujek głupek i Snape zrobią dla niego domek- posterunek policji!-Krzyknął Potter.
-Za wszystko będzie 50 funtów.-Powiedział Steve.
Harry wygrzebał z kieszeni jakieś monety i dał Stevowi.
-Masz trzy galeony, kup se czekoladę czy coś.-Powiedział Harry.
-Wpadnę niedługo! Dozobaczenia Stefanie!-Pomachał mu na dowidzenia Draco i wyszli.
-Proszę, nie...-powiedział cicho Steve.
-To jak go nazwiemy?-Zapytał Harry.
-Bobo!-Zawołał Draco.
Piesek podskoczył na wieść o jego nowym imieniu i zaszczekał wesoło.
-Podoba mu się!-Powiedział ucieszony Harry.
Obaj chłopcy razem z Bobo poszli do domu.


sobota, 16 kwietnia 2016

Rozdział VIII-Kupa kasy

Rozdział VIII-Kupa kasy

Kiedy Harry, Draco, Ron, Fred i George zeszli do piwnicy, czekali na nich Neville, Luna, Hermiona i Ginny, wszyscy wyglądali na zmartwionych. Stali obok dziwnej maszyny, która zdawała się być maszyną do Ron-O-Gazu.
Draco zapytał:
-Co to jest? I dlaczego się dymi?-Neville odpowiedział zmartwionym głosem:
-To tegesownia, robi Ron-O-Gaz. Dymi się, bo się zepsuła i jak nic nie zrobimy... to... to...
-To wybuchnie!-Krzyknął Ron.
-Hermiona szuka jakiegoś zaklęcia naprawiającego w książkach, bo na Tegesownię nie wystarczy zwykłe reparo.
Hermiona siedziała z nosem w książce a obok niej leżał wielki stos. Nagle się odezwała:
-Znalazłam! Zaklęcie na naprawianie magicznych przedmiotów gotowych do wybuchu... ale to skomplikowane, i do tego niewerbalne!
-Co to zaklęcie niewerbalne?-Zapytał Ron.
-Nie wymawia się formuły na głos, mówi się ją w myślach, będziemy się tego uczyć w szóstej klasie, ale sobie poradzę... Ale dlaczego to zaklęcie musi być niewerbalne, tego nie wiem. Odsuńcie się!
Hermiona wyciągnęła różdżkę i wycelowała w maszynę, po chwili wystrzelił promień i Tegesownia przestała się dymić.

Klub popularnych nauczył Dracona robić Ron-O-Gaz, zrobili 500 skrzynek, w każdej było 100 puszek, a za jedną kasowali 5 galeonów

Polecieli na miotłach do Hogwartu, oczywiście o godzinie 00:00, czekali na nich wszyscy uczniowie, a z torów stworzyli parking na miotły którymi przylecieli. każdy wziął po skrzynce, więc do Nory wrócili bogaci. Podzielili się zyskiem, i Draco z Harry wrócili do domu.
-Dołóżmy to do sejfów, wasz też jest tutaj, rodzice raczej sie nie połapią że troche kasy przybyło-Zaproponował Draco. Zrobili tak, i poszli spać.

sobota, 27 lutego 2016

Rozdział VII-Ron-O-Gaz

Rozdział VII-Ron-O-Gaz

Harry i Ron dotarli do Nory po 2 godzinach. Przed dom wybiegli Fred i George, najwyraźniej czymś zmartwieni.
-Hej, Ron. Hej, Harry. Nikt was nie śledził?-Zapytał Fred.
-Chyba nie... a co?-Odpowiedział Harry.
-Mamy recepturę 58 ale... Tegesownia 1 i tegesownia 2* zaczęły szwankować, musicie nam pomóc, inaczej maszyna wybuchnie!-Powiedział cicho George. Nie wiedzieli, że za krzakiem ukrywa się Draco i nasłuchuje. "O czym oni gadają?" rozmyślał Draco. "Czyżby kolejny sekret?". Harry, Ron, Fred i George weszli do Nory, ale Draco krzyknął "Hejka, Harry. Co tu porabiasz?!?". Nie mógł się powstrzymać od krzyknięcia czegoś głupiego. Harry wzdrygnął się i odwrócił w stronę Dracona.
-Draco... śledziłeś mnie?-Zapytał zaskoczony Harry.-Ty śledziu!-Harry prawie się popłakał.
-Eh... Harry, przepraszam... ale ty ciągle coś przede mną ukrywasz! Co tym razem robisz z przyjaciółmi?!?-Ryknął Draco.
-Dowiedziałbyś się w swoim czasie, Draco... ale skoro już musisz wiedzieć, to powiem...-Spojrzał na Freda i Georgea-My tutaj robimy Ron-O-Gaz.
-Że co robicie?-Zapytał jeszcze raz Draco.
-Ron-O-Gaz. Powstał jak ron miał 4 lata, kiedy beknął, powiedział "Rono gaz" a Bloźniacy to przekształcili i zaczęli produkować taki napój gazowany. Było wiele receptur, najgorsza była 13, ale najsmaczniejsza. rok temu zaczęliśmy pomagać Fredowi i Georgeowi w produkcji, jeździmy co tydzień do Hogwartu z 100 skrzynkami napoju, a wracamy z milionem Galeonów. Ale kiedy nauczyciele dowiedzieli się o tym, że sprzedajemy uczniom jakiś szkodliwy napój gazowany, zakazali go. Ale my go nadal sprzedajemy, jeździmy do Hogwartu w nocy a uczniowie w wakacje też tam jadą tylko po Ron-O-Gaz, on jest teraz trochę nielegalny w Hogwarcie.-Harry zakończył swoją opowieść. Malfoy przemyślał to, co usłyszał. Robią jakiś nielegalny napój i sprzedają go uczniom Hogwartu. Zarabiają co tydzień 1 000 000 Galeonów, i dopiero teraz Harry mu to powiedział.
-Mogę robić go z wami?-Powiedział natychmiastowo Draco, nie wiedział czemu, po prostu chciał.
-Jasne!-Krzyknął Fred.-Dobra, chodźcie, tegesownie się zepsuły!-Wszyscy weszli do Nory i zeszli po schodach do piwnicy.

* Tegesownie-Jedne z maszyn produkujących Ron-O-Gaz

poniedziałek, 15 lutego 2016

Rozdział VI-Kółko szachowe

Rozdział VI-Kółko szachowe

Harry obudził się o godzinie 11:00, zza drzwi dobiegły go czyjeś głosy.
-Szachy są niby takie fajne?
-Tak, wszyscy w klubie popularnych je lubią.
-Szachy są nudne... Czy kółko szachowe jest obowiązkowe?
-Niestety tak, a jeśli coś ci się nie podoba...
-Dobra, dobra. Kiedy się to odbywa?
-W poniedziałki, środy i piątki o godzinie 16:00.
-Dobra, możesz już iść z mojego domu, Neville?
-Tak, już sobie idę.
Po czym Longbottom wyszedł przez okno, a Draco wszedł do pokoju.
-Z kim rozmawiałeś?-Zapytał Harry, chociaż wiedział że z Nevillem.
-Z... KIMŚ!-Odpowiedział krótko Draco. Harry wstał z łóżka i zaczął się ubierać.
-Gdzie idziesz?-Zapytał zaciekawiony Draco, Harry nigdy nie wstawał tak wcześnie (jak na niego).
-Idę do Ronniego (Tak Harry mówił na Rona). To tylko 3 mile, wezmę hulajnogę zamiast rowera...-Harry rozmyślał, a Draco poszedł do toalety.
        ***
Harry został sam w pokoju, krzyknął "Ronnie!" a z pod podłogi wydostał się Ron, wyskoczyli przez okno (to nie był parter) i pobiegli w stronę domu Rona.
-Hulajnogi są za drzewem.-Powiedział Ron i pobiegł po nie.
Po jakimś czasie wrócił i wyciągnął dwie, czarne, z naklejkami z ogniem i napisem Harry i Ronnie. Odjechali.
     ***
Na górze Draco wciął myślał o kółku szachowym...

czwartek, 28 stycznia 2016

Rozdział V-Zwilkołaczenie

Rozdział V-Zwilkołaczenie

Rano, gdy wszyscy już wstali, Harry usłyszał z dołu dziwne odgłosy, jakby jakiś pies wył. Przecież Malfoyowie nie mają psa, a paw raczej nie wydaje takich odgłosów. Kiedy wszyscy byli zajęci graniem w Minecrafta, Harry zszedł po cichu do salonu i zobaczył tam Lubina oraz jakiegoś owłosionego kolesia, który też był prawdopodobnie wilkołakiem, jak Lupin.
-Hej, Lupin, i... Dzień dobry panu...-Powiedział Trochę zmieszany Harry.
-Auuuuuu!-Zawył Lupin, a jego kolega poszedł w jego ślady.
Nagle weszła Nymphadora Tonks, i powiedziała
-Cześć Harry. Pewnie zastanawiasz się, czemu Lupin wyje jak wilk, siedzi na podłodze i... Ma pchły...
-A kim jest ten dziwny pan obok? -Zapytał Harry
-Fenrir Greyback, wilkołak, kolega Remusa. Obaj dziwnie się zachowują, bo mają zwilkołaczenie.
-Co to takiego?
-Zwilkołaczenie, to choroba, która dopada wilkołaki co 15 lat. Trwa 5 dni, a w tym czasie dany wilkołak zachowuje się jak pies. Oni mają to w tym samym czasie.
-A co tu w ogóle robisz???
-Byłam z nimi na spacerze, urwali się ze smyczy i tu pobiegli... Muszę iść,  chyba ktoś tu nadchodzi.-Powiedziała Tonks , przyczepiła wilkołaki za obrożę na smycz i uciekła z nimi. Zaraz po tym weszła do salonu Luna, po czym powiedziała
-Czy był tu Profesor Lupin? Obiecałam mu kość i gryzak po moim plumpku.
-Wyszedł-Powiedział Harry, a Luna wybiegła przez drzwi w pogoń za Lupinem. Harry był nieco wstrząśnięty tą sytuacją, więc poszedł na górę do pokoju.
Opowiedział to wszystko Draconowi, ale okazało się, że on już wie. Harry któryś raz pomyślał sobie, że tylko on nie wie tylu żeczy, co inni.

środa, 20 stycznia 2016

Rozdział IV-Klub Popularnych

Rozdział IV-Klub Popularnych

Ron wszedł za Draconem do pokoju. Kiedy był już w środku, Harry zerwał się z łóżka i krzyknął
-Ron!
-Harry!-Krzyknął Ron
-Ron! Oddawaj niewidkę!
-Nie cieszysz się, że tu jestem?
-Cieszę się, ale oddawaj moją pelerynę!
-Dobra, masz.-Powiedział Ron i oddał Harremu pelerynę niewidkę.
-Przyszłeś na pidżama party, Ron? Zadzwonię po Hermionę, Ginny, Lunę, Nevillea...
-Nie, Harry!-Krzyknął Draco, ale Harrego to nie powstrzymało i zadzwonił po przyjaciół, a za 5 minut wszyscy weszli przez okno (pokój Dracona był na 4 piętrze).
-Hej, Harry. Czemu imprezka jest u Malfoya-Zapytał Neville. Miał aparat na zębach, przez co pluł okropnie kiedy mówił.
-On jest u niego na całe wakacje!-Prychnął Ron.
-O, Narada!-Rozkazał Neville i wszyscy oprócz Dracona zebrali się w kółko i szeptali coś.
-Uzgodniliśmy, że możemy vi powiedzieć...
-O czym, o czym?-Wtrącił się Draco.
-...O naszym klubie, klubie popularnych.
-Macie klub popularnych?!?
-Tak, wszyscy w szkole o nim wiedzą. Są w nim tylko FAJNE osoby, ja jestem szefem, Harry jest zastępcą a niższe pozycje ustalone są według fajności. Czyli ja, Harry, Ron, Fred i George, Ginny, Luna, Hermiona... Są też Cedrik i Wiktor Krum, ale oni się nie liczą... nasi opiekunowie to Snape i Lupin, w poniedziałki, środy i piątki mamy kółka "szachowe".
-Czemu nic o tym nie wiedziałem!?!-Zapytał Draco, bardziej siebie niż Nevillea.
-Przejdźmy do sedna, możemy cię przyjąć, ale na razie masz naj niższą rangę.-Powiedział Neville poważnie. A Draco tak się zdziwił, że aż zrobił bardzo dziwną minę.
-Ee... fajnie, dzięki...
-Masz może śpiwory, Malfoy? Jest środek nocy, i boję się wracać tak późno do domu.-Zapytał Neville, nadal pluł okropnie.
-Tak-Powiedział Draco po czym wyszedł z pokoju.
Neville zaglądnął do jakiejś szafki, zaśmiał się głupio i wyjął z niej jakąś małą książeczkę.
-Co to jest?-Zapytała Ginny
-Chyba pamiętnik-Zaśmiał się Neville, i powoli otwierał pamiętnik Dracona. Machnął ręką do Rona, a ten stanął przy drzwiach i nasłuchiwał, czy Draco się zbliża.
-Może lepiej tego nie otwieraj.-Powiedział stanowczo Harry.
-Idzie!-Krzyknął Ron a Neville szybko zamknął książeczkę i włożył do szafki. Draco wszedł z pięcioma śpiworami. Neville nie domknął szafki, Draco spojrzał w jej stronę podejrzewającym spojrzeniem, Neville zgrzytał zębami. Draco podszedł do szafy i powiedział cicho do siebie "Kurcze, zapomniałem zamknąć."
I zamknął ją na klucz.

Po kilku godzinach gry w Minecrafta, wszyscy poszli spać.

niedziela, 20 grudnia 2015

Rozdział III-Odwiedziny Rona

Rozdział III-Odwiedziny Rona

Kiedy Harry i Draco skończyli grać w Minecrafta, zorientowali się, że jest już godzina 23 więc poszli spać.
-Ty śpisz na górze, Potter.-Powiedział Draco do Harrego.
-Dobra-Odparł Harry. A Draco zaczął mówić
-Myślisz że ten Rudzielec tu przyjdzie?
-Ron? Nie wiem, a czemu miałby tu przychodzić?
-Eee... Już nic... Dobranoc!- Nagle z szafy odezwał się piskliwy głos Rona, tali cichy, że Harry go nie słyszał.
-Dla ciebie zła noc, Malfoy.-Draco przestraszony wyszedł cicho z pokoju i pojechał windą do salonu i opadł na kanapę.
-Gdzie moja peleryna niewidka!!!-Krzyknął z pokoju Dracona Harry. Nagle Draco zauważył, że wazon spadł ze stołu.
-Na Godryka!-Odezwał się głos Rona. Najwyraźniej to on zabrał Harremu pelerynę.
-Kto tam?!?-Krzyknął przestraszony Draco. Wiedział, że to Ron, ale wolał się upewnić.
-Ron! Znaczy... Eee... Twój...Koszmar!-Odpowiedział Ron.
-Wiem że to ty, Ron!-Powiedział Draco
-Ja nie jestem Roooooooon!
-Jesteś, Jesteś
-Skąd wieeesz?
-Tylko Ron mówi takim głupkowatym głosem!
-Eeee... Dobra, masz mnie! To ja, Ron...
-Ha! Ale po co tu jesteś?
-Obiecałem, że przyjdę.-Ron ściągnął pelerynę i usiadł na kanapie.-Więc, panicz Malfoy chce zabrać mi bro, tak?
-Eee... Bro?-Zdziwił się Draco
-No, przyjaciela! Harrego!
-Ahaa...
-Słuchaj, on jest MOIM kumplem, więc spadaj!
-Nie da rady, Potterowie przyjechali do mnie na całe wakacje.
-Kurcze!-Krzyknął Ron, zaraz po tym ktoś wszedł do salonu. To był Lucjusz Malfoy!
-Ee... hej... Tato.-Powiedział Draco
-Hej, synku-Odpowiedział Lucjusz.-Hm...-Popatrzył na Rona, który udawał stół-Coś tu nie gra... Draco! Kim jest ten Rudy koleszka? Zaprosiłeś go na Pidżama party?
-Eee... Taaaaaak...-Odpowiedział Draco
-Zaraz... To Weasley!
Ron wstał z podłogi, po czym powiedział do Lucjusza
-Jestem Ron Weasley, ko...kolega Dracona. Zaprosił mnie na pidżama party.
-Aha, to idźcie do pokoju-Powiedział Lucjusz.
-Idziemy, Rudy-Powiedział Draco do Rona i poszli na górę.